Zacznijmy od
tego, że nauka języka obcego – co tu dużo mówić – JEST trudna. Każdy, kto
kiedykolwiek próbował, doskonale o tym wie. Obiektywnie rzecz biorąc, gdyby tak
nie było, to byśmy – każdy z nas – rozmawiali nie w jednym, ale w kilku obcych
językach, prawda?
Ale każda
droga na szczyt wiedzie pod górę, czyli czas zabrać się do pracy. A im
wcześniej tym lepiej.
Ze
wszystkich umiejętności językowych, większości z nas najciężej przychodzi
właśnie mówienie. Ma to naturalne przyczyny neurologiczne, a to dlatego, że w
zupełnie innym miejscu naszego mózgu składujemy informacje „zakute” czyli
wyuczone na pamięć, takie jak słówka i regułki gramatyczne, a w zupełnie innym
miejscu mamy ośrodek mowy. To tak jakbyście mieli dwa odrębne twarde dyski, z
których jeden wie, a drugi potrafi. Jeśli tego nie połączymy, nie będziemy
mówić w języku obcym.
Sami, jeśli
od jakiegoś czasu już uczycie się angielskiego, przyznacie rację, że mówiąc
wykorzystujecie… no właśnie ile? 10? 20% tego co umiecie? słówek? gramatyki?
I tu właśnie
tkwi problem: jak to zrobić, żeby aktywować wszystko co wiecie, a przynajmniej
większą część, i zacząć mówić przy użyciu tego co wiemy?